Marta Skylar
Aviation News Editor
28.07.2026 20:19

Międzynarodowe podróże lotnicze do USA w maju: co pokazują nowe dane NTTO

Wstęp. Najnowsze statystyki Narodowego Biura Podróży i Turystyki USA (NTTO), opublikowane w połowie czerwca, ukazały niejednoznaczny obraz przed szczytem sezonu letniego: całkowity międzynarodowy ruch lotniczy do i z USA w maju 2026 roku spadł o 1,2% w porównaniu z majem 2025 roku, a wizyty overseas do USA, bez Kanady i Meksyku, spadły o 6,5%. Dla turystów nie oznacza to, że podróże do USA stały się masowo niedostępne, ale sygnał jest ważny: popyt pozostaje nierównomierny, ceny i rozkłady mogą się różnić w zależności od rynku, a trasy przez duże huby wymagają dokładniejszego planowania.

Co dokładnie opublikowało NTTO

Według danych NTTO, w maju 2026 roku międzynarodowe przewozy pasażerskie do i z Stanów Zjednoczonych wyniosły 22,7 mln pasażerów. Jest to o 1,2% mniej niż w maju 2025 roku, ale wciąż stanowi 103,3% poziomu z maja 2019 roku. Oznacza to, że rynek lotniczy USA nie wrócił do stanu pandemicznego załamania: pod względem bezwzględnej objętości jest już wyższy niż baza przedkryzysowa. Jednak struktura tego ożywienia stała się mniej równomierna.

Najczulszy wskaźnik dla biznesu turystycznego — przyjazdy zagranicznych odwiedzających. W maju przyloty lotnicze osób niebędących obywatelami USA z zagranicy wyniosły 4,5 mln, co jest wynikiem o 4,5% niższym niż rok wcześniej i stanowi zaledwie 82,4% poziomu z maja 2019 roku. Jeszcze wyraźniej wyglądają wizyty overseas, czyli przyloty z rynków spoza Kanady i Meksyku: 2,8 mln w maju, spadek o 6,5% rok do roku. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku wizyty overseas do USA były o 4,8% niższe niż w analogicznym okresie 2025 roku.

Te liczby są ważne nie tylko dla amerykańskich hoteli, lotnisk i miejskich biur turystycznych. Pokazują one, jak zmienia się popyt na dalekobieżne podróże, jak zachowują się pasażerowie po wzroście kosztów podróży oraz jak ryzyka geopolityczne, procedury wizowe, ceny paliwa i harmonogram dużych wydarzeń wpływają na rzeczywiste rezerwacje.

Dlaczego spadek nie oznacza załamania rynku

Na pierwszy rzut oka spadek o 1,2% może wydawać się niewielki. I rzeczywiście, całkowity ruch lotniczy w USA pozostaje wyższy niż poziom przedpandemiczny. Ale dla turystyki ważna jest nie tylko liczba pasażerów w samolotach, ale także to, kto dokładnie leci, z jakich rynków, na jaki czas i z jakimi wydatkami w miejscu docelowym.

USA mają dwa różne strumienie. Pierwszy — outbound, czyli Amerykanie, którzy lecą za granicę. W maju 2026 roku obywatele USA odbyły 6,8 mln wyjazdów lotniczych do kierunków zagranicznych. Jest to o zaledwie 0,5% mniej niż rok wcześniej, ale o 22,7% więcej niż w maju 2019 roku. Innymi słowy, popyt Amerykanów na międzynarodowe wakacje, wyjazdy rodzinne i podróże służbowe pozostaje silny.

Drugi strumień — inbound, czyli zagraniczni turyści i odwiedzający, którzy przylatują do USA. To właśnie tutaj ożywienie postępuje wolniej. Dla hoteli, muzeów, restauracji, wycieczek miejskich, wynajmu samochodów, transferów i handlu detalicznego ma to znaczenie praktyczne: jeden dodatkowy pasażer tranzytowy nie równa się jednemu turyście, który spędza w kraju tydzień i wydaje pieniądze w mieście.

Dlatego majowe dane należy odczytywać nie jako wiadomość o kryzysie, ale jako ostrzeżenie o nierównomiernym sezonie. USA pozostają dużym i atrakcyjnym kierunkiem, ale konkurencja o międzynarodowego turystę nasila się, a planowanie podróży staje się bardziej ostrożne.

Które regiony i rynki wydają się najważniejsze

W maju największe strumienie pasażerskie między USA a poszczególnymi krajami zapewniły Meksyk, Kanada, Wielka Brytania, Niemcy i Japonia. Meksyk dostarczył około 3 mln pasażerów, ale jest to o 6,7% mniej niż rok wcześniej. Kanada — 2,5 mln, spadek o 0,7%. Wielka Brytania — 1,9 mln, spadek o 2,3%. Niemcy wykazały wyraźniejszy spadek — 966 tys. pasażerów i minus 7,4%. Japonia natomiast wzrosła o 2,7% do 930 tys.

W podziale na regiony obraz jest jeszcze bardziej zróżnicowany. Europa dostarczyła 7,5 mln pasażerów między USA a regionem: jest to prawie na poziomie z zeszłego roku, plus 0,2%, i o 5,4% więcej niż w maju 2019 roku. Ameryka Południowa i Środkowa wraz z Karaibami wzrosły o 2,2% rok do roku i o 12,8% w porównaniu z 2019 rokiem. Azja wykazała 2,8 mln pasażerów, plus 3,9% w stosunku do 2025 roku, ale wciąż minus 15,9% w stosunku do 2019 roku.

Najsłabiej w majowych statystykach wypada Bliski Wschód: 937 tys. pasażerów, spadek o 23,1% rok do roku, choć wciąż o 2,6% więcej niż poziom z 2019 roku. Taki wynik dobrze koreluje z szerszym kontekstem rynku lotniczego: IATA w kwietniowej analizie odnotowała już globalny spadek ruchu pasażerskiego o 3,4% rok do roku i szczególnie silne uderzenie w przewoźników z Bliskiego Wschodu na tle regionalnych ograniczeń w przestrzeni powietrznej i wysokich kosztów paliwa.

Które lotniska znalazły się w centrum majowego ruchu

Największym międzynarodowym węzłem USA w maju pozostał Nowy Jork JFK: według danych NTTO, przeszło przez niego około 2,9 mln międzynarodowych pasażerów. Dla podróżnych planujących trasy transatlantyckie lub dalekobieżne, warto wcześniej sprawdzić informacje o lotnisku JFK i tablicę przylotów i odlotów JFK, szczególnie jeśli podróż obejmuje przesiadkę, nocny przylot lub zmianę terminali.

Drugim było lotnisko Miami (MIA) z 2,1 mln międzynarodowych pasażerów. Jego rola jest logiczna: Miami pozostaje kluczowym mostem między USA, Karaibami a Ameryką Łacińską, a także dużym kierunkiem turystyki rejsowej i plażowej. Dla pasażerów oznacza to zwiększone obciążenie kontroli granicznej, bagażu, transferów i wynajmu samochodów w dniach szczytu.

Los Angeles LAX miało około 2 mln międzynarodowych pasażerów. Na zachodnim wybrzeżu jest to główny hub dla Azji, Oceanii, Meksyku i części tras transkontynentalnych. Jeśli trasa przebiega przez lotnisko LAX, szczególnie z długą międzynarodową przesiadką, zasadne jest zaplanowanie zapasu czasu na kontrolę, bagaż i przejazd między terminalami.

Chicago O'Hare i San Francisco SFO wykazały około 1,4 mln międzynarodowych pasażerów każde. Dla Chicago jest to ważne w kontekście wzmocnienia letniego rozkładu i popytu na przesiadki przez Środkowy Zachód; dla San Francisco — ze względu na ożywienie ruchu azjatyckiego i pacyficznego. W praktyce oznacza to, że pasażerowie powinni sprawdzać nie tylko taryfę, ale i rzeczywistą stabilność połączenia: ORD i SFO mogą być wygodne, ale krótka przesiadka w dniu szczytu często niweluje wszystkie oszczędności.

Co to oznacza dla turystów

Dla podróżnych główny wniosek jest prosty: międzynarodowe podróże do USA w 2026 roku pozostają aktywne, ale planować je należy dokładniej. Jeśli całkowity ruch nieco spadł, nie gwarantuje to tanich biletów. Linie lotnicze mogą ograniczać lub przekierowywać przepustowość na słabszych kierunkach, a na silnych trasach, przeciwnie, utrzymywać wysokie taryfy ze względu na stabilny popyt.

Turyści powinni zwrócić uwagę na kilka kwestii:

  • Elastyczność biletu. Jeśli trasa przebiega przez obciążony międzynarodowy hub lub region z ryzykiem zmiany rozkładu, lepiej sprawdzić warunki wymiany, zwrotu i pominięcia przesiadki jeszcze przed zapłatą.
  • Czas na przesiadkę. Przy pierwszym wjeździe do USA nie należy planować minimalnych przesiadek. Kontrola imigracyjna, bagaż i ponowne nadanie walizek mogą zająć więcej czasu, niż wskazuje optymistyczny rozkład.
  • Lotnisko przylotu. JFK, MIA, LAX, ORD i SFO mają różną logistykę do miasta, różne terminale i różny profil opóźnień. Przed rezerwacją warto ocenić nie tylko cenę biletu, ale i koszty hotelu przy lotnisku, transferu lub wynajmu samochodu.
  • Formalności wizowe i graniczne. Statystyki popytu nie zmieniają zasad wjazdu. Turyści muszą osobno sprawdzić wizę, ESTA, ważność paszportu, cel podróży, ubezpieczenie i zasady tranzytu.

Szczególnie ostrożni powinni być ci, którzy lecą do USA na wydarzenia o stałych datach: mecze, rejsy, konferencje, koncerty lub krótkie wyjazdy typu city-break. Jeśli przylot jest zaplanowany na dzień wydarzenia, nawet jedna awaria w hubie może zepsuć całą podróż.

Co to oznacza dla rynku turystyki

Dla biznesu turystycznego majowe dane NTTO są sygnałem, że wzrostu nie można traktować jako automatycznego. Rządowy prognoza NTTO przewiduje zwiększenie międzynarodowych przyjazdów do USA w 2026 roku do 70,5 mln i dalszy wzrost do 85,2 mln w 2030 roku. Na papierze jest to pozytywna trajektoria. Ale faktyczne miesięczne dane pokazują, że droga do takiej prognozy może być nierówna.

Miasta, które zależą od turystów overseas, muszą dokładniej pracować nad ceną podróży, dostępnością lotniczą, barierami wizowymi, komunikatami bezpieczeństwa i postrzeganiem USA jako kierunku gościnnego. Dla hoteli oznacza to nie tylko walkę o wysoki ADR w datach szczytu, ale i potrzebę dokładniejszego segmentowania popytu: turysta krajowy, odwiedzający z Kanady czy Meksyku i dalekobieżny turysta z Europy lub Azji zachowują się inaczej.

Linie lotnicze i lotniska te dane podpowiadają, gdzie popyt się ożywia, a gdzie pasażer jest wciąż ostrożny. Na przykład, wzrost Azji rok do roku wygląda pozytywnie, ale opóźnienie względem 2019 roku o 15,9% pokazuje, że pełny powrót jeszcze się nie zakończył. Stabilność Europy daje podstawę dla sezonu letniego, ale nie gwarantuje wzrostu we wszystkich miastach. A silny spadek ruchu z Bliskiego Wschodu przypomina, że przestrzeń powietrzna, bezpieczeństwo i geopolityka szybko wpływają na trasy turystyczne.

Jak czytać te liczby bez przesady

Ważne jest, aby nie wyciągać zbyt głośnych wniosków z jednego miesiąca. Maj jest okresem przejściowym między wiosennymi podróżami a letnim szczytem. Część popytu mogła przesunąć się na czerwiec lub lipiec, część — na podróże krajowe, część — na inne regiony świata. Ponadto statystyki przylotów nie pokazują całego doświadczenia turystycznego: nie odpowiadają bezpośrednio na pytania o ceny hoteli, wydatki turystów, czas pobytu czy zadowolenie z podróży.

Jednak właśnie dlatego dane NTTO są użyteczne. Dają one wczesny wskaźnik tego, jak rzeczywisty ruch odpowiada oczekiwaniom sezonu. Jeśli całkowity ruch do i z USA utrzymuje się powyżej poziomu z 2019 roku, ale wizyty overseas spadają, rynek ma do czynienia nie z brakiem samolotów jako takim, ale z problemem jakości i struktury popytu. Dla podróżnego przekłada się to na praktyczną poradę: nie polegać tylko na ogólnym optymizmie rynku lotniczego, ale sprawdzać konkretną trasę, konkretne lotnisko i konkretne warunki biletu.

Podsumowanie

Majowe dane NTTO wykazały, że międzynarodowe podróże lotnicze do i z USA w 2026 roku pozostają na dużą skalę, ale nie wyglądają już na równomierne popandemiczne ożywienie. Całkowity ruch jest wyższy niż poziom z 2019 roku, Amerykanie aktywnie latają za granicę, jednak zagraniczne wizyty overseas do USA wyraźnie odstają od zeszłego roku i bazy przedkryzysowej.

Dla turystów oznacza to większą uwagę do przesiadek, zasad wjazdu, kosztów całej podróży i logistyki dużych hubów. Dla rynku — potrzebę walki o międzynarodowego gościa nie tylko dodatkowymi lotami, ale i jasną komunikacją, konkurencyjną ceną, niezawodnymi trasami i prostszym doświadciem przylotu. To właśnie te szczegóły określą, czy lato 2026 roku stanie się dla USA sezonem prawdziwego ożywienia, czy tylko kolejnym okresem nierównomiernego popytu.